O NAS


» O nas

Miałam dziewięć, może dziesięć lat, gdy na sąsiedniej ulicy zobaczyłam doga. Była to przepiękna, błękitna dożyca BETA Frysztackie Przedmieście. Dumna i szczęśliwa wychodziłam z nią na spacery, biegałam po parku, bawiłam się z jej szczeniakami, oglądałam medale, które zdobywała na wystawach. I tak zrodziła się moja miłość do tych psów i marzenie: MIEĆ WŁASNEGO DOGA NIEMIECKIEGO. Mijały lata, wyszłam za mąż, urodziłam Olę i do pełni szczęścia brakowało już tylko jednego...

W domu pojawiła się moja BUKA, a rok później FRANCO Fidenes z Figoraju. Nie zauważyłam nawet upływającego czasu, śmierć moich psów była dla mnie zaskoczeniem i szokiem. Nigdy więcej dogów!- krzyczałam w myślach, nigdy - mówiłam. Teraz już wiem, nigdy nie mów nigdy... Moje dziecko wychowywało się z dogami (miało 1,5 roku, gdy kupiliśmy Bukę) i nie wyobrażało sobie dzieciństwa bez doga.

To Ola wymarzyła sobie arlekinkę i tak w naszym domu zjawiła się AL-KAHIRA Thidalium (dzięki Moniko, że wtedy do mnie zadzwoniłaś, bo gdyby nie Ty, nie miałabym Ali). Minęło kilka miesięcy. Ciągle czegoś brakowało... Telefon do właścicielki hodowli Margarejro FCI. Po kilku rozmowach zapadła decyzja, bierzemy drugą suczkę. I od połowy stycznia 2003 roku mieszka z nami PAPRIKA Margarejro, zwana przez nas FRANIĄ. Moje dziecięce marzenie spełniło się. Czy ziści się jeszcze jedno, dom pełen dogów we wszystkich możliwych kolorach? Może za jakiś czas, na tej stronie, przybędą zdjęcia moich nowych dogów? Być może...
Widać minął już "jakiś czas", bo mamy kolejną suczkę. Mamy i bardzo się z tego cieszymy. W dniu pierwszych urodzin Frani, przyjechała do nas STEFANKA z Kuźni Napoleońskiej i dzięki niej, nasz dom znowu jest wesoły, znowu w kącie stoi mop z wiadrem i worek karmy z napisem "puppy". STEFCIA ma kolor żółty, a jej obecność to kroczek do przodu na drodze do marzenia... Jeszcze tylko dog czarny, pręgowany i merle :) Tak wygląda dom moich marzeń. Rybko, słyszysz? Zapraszam do obejrzenia galerii naszej Stefci. Czy podoba się Wam, tak bardzo jak mnie?
Pewnie już się zorientowaliście, że mam nowego doga :) Zakochana w niej po uszy, okropnie szczęśliwa jestem właścicielką A'LA ITALIANY, suczki noszącej moje "nazwisko".
Biję się mocno w piersi !! Historia o nas bez Mamby jest zupełnie pozbawiona sensu, a ja pozwoliłam na to, żeby tak długo, taki bezsens istniał. Ale poprawiam się w dniu dzisiejszym i informuję, że BAJECZNA OLCIA, czyli Mamba, a częściej Mambiszon, nigdzie nie pojechała, została z nami. Po raz pierwszy wybuchł w domu bunt, nie wywalono mnie jednak za burtę, więc nadal tworzymy całkiem zgrabną gromadkę. Sąsiedzi i tak nie mogą się nas doliczyć, dziwią się tylko czasem, że ja nic nie robię tylko chodzę i chodzę i chodzę z tymi psami :)

Mamba nie mogłaby istnieć bez BARBARZYŃCY W OGRODZIE, czyli rodzonego brata Puzona. A Puzon nie mógłby istnieć bez Pauli, która przyjęła go pod swój dach bez chwili wahania. A przecież wiele ryzykowała, mogła zupełnie nie zrozumieć kim jest Puzon, jak wiele osób, które ciągle się dziwią temu kim (czasem czym) jest właściwie Puzon? A Puzon, moi mili, to po prostu Puzon, co najszybciej odkryła Paula. A ja nie mogąc wypuścić z rąk takiego doga ni czarnego ni żółtego ni arlekina, dzięki uprzejmości Pauli, jestem jego dumną współwłaścicielką.
Gdy były Święta Bożego Narodzenia roku 2007 i cały nasz dom byczył się ile wlezie, zdarzyła się taka chwila, mój mąż, głaszcząc po brzuchu Stefankę, która miała w sobie jedno szczenię, zapytał: Stefanko czy Twój dzidziuś zostanie z nami? Wtedy powiedziałam, jeśli to będzie pręgowana dziewczynka, to oczywiście zostanie. No i urodziła się jedna pręgowana dziewczynka, której moja córka Ola nadała imię CÓRKA STEFANKI, a ja po domowemu nazwałam ją Asia, na cześć wyjątkowej osoby i wyjątkowego hodowcy Asi Mróz-Gabrysiak :)
Ciąg dalszy na pewno nastąpi!

Beata Kucharczyk
ciąg dalszy... słowami Pawła

Z racji swojego jedynactwa Asia stała się psem specjalnej troski. Ponieważ od najmłodszego wieku miała problemy z oskrzelami, każde jej kaszlnięcie było traktowane jak początek końca. Na szczęście w 2008 roku przeprowadziliśmy się do domu z ogrodem i jej problemy, przynajmniej na razie, minęły. Stała się pierwszym "moim" psem, który wszędzie za mną chodzi, zwłaszcza przy pracach w ogrodzie. Uważa, że bardzo mi pomaga w sianiu trawy, wysypywaniu ziemi urodzajnej - to bardzo lubi, sypanie ziemi traktuje jak prysznic i podstawia się pod ziemię sypiącą się z worka. Przypuszczam, że przyczyną mógł być "transfer intelektu" - Asia przytulała się czołem do mojego czoła i tak "trwaliśmy", czasem kilka minut. Wiem, to nie jest normalne, ale tak było. Teraz Asia jako jedyny pies potrafi otwierać drzwi zamknięte na klamkę, niezależnie od tego, w którą stronę się otwierają. Ma to po mnie.

Nadszedł czas na Dupę. Dupa to zmienione "po domowemu" imię naszej najmłodszej suczki DUMKI NA DWA SERCA, niby "płaszczyka", ale genetycznie być może "arlekinki". Najpierw z Dumki stała się Dupką, a gdy wydoroślała - Dupą. Dupa jest córką naszej suczki - A'la Italiany. A'LA ITALIANA była dzieckiem "indygo" - próbowała zmienić nasz stosunek do wychowania psa - łamanie barier i bunt były jej codziennością. Były, bo odeszła od nas 26 stycznia 2010. Najprostszy przykład - ustawiliśmy płotek w ogrodzie, dzielący go na dwie części, żeby oddzielić część, w której były prowadzone prace ogrodnicze, od części już zagospodarowanej. Wszystkie pozostałe dogi, w liczbie 5, traktowały płotek jako umowną barierę, Italiana, zwana "Tusią" potraktowała płotek jak Hulk i po prostu przeszła przez niego, zabierając go ze sobą.

Dupa, zgodnie z ezoteryczną teorią zmian duchowości, jest już dzieckiem "kryształowym". Nie łamie barier, ale swoim postępowaniem naucza nas jak podchodzić do psiego świata, w którym ludzie są tylko gośćmi, chociaż pewnie wielu stwierdzi, że bez świata ludzi nie istniałby świat psów, a jedynie świat wilków. Dupa spowodowała, że przestałem krzyczeć na psy. Kiedyś, zimą, nie chciała przyjść do domu. Bardzo mnie to wkurzyło i pognałem za nią po śniegu głębokości 20 cm w klapkach. Kiedy ją dopadłem, gubiąc po drodze klapki, po trwającym kilka minut pościgu, chciałem ją zlać. Ponieważ było to w kilka dni po "zejściu" jej matki - Italiany - w ostatniej chwili, może trochę później, bo złapałem ją za kark, zastanowiłem się nad sobą i swoją głupotą. Nie bij psa, ty głupku, tylko mu wytłumacz, że bardziej niż zwykle zależy ci na tym, żeby do ciebie wrócił. Od tamtej pory nie mam problemu z jej przywołaniem. Jako młody pies ma swoje humory i postanowienia, ale zawsze do mnie przyjdzie, bo wie, że jej nie przyp... . Od tego momentu nie uderzyłem żadnego swojego psa, chociaż psi behawioryści nakazują czasem pokazanie swojemu psu kto tu rządzi. Wolę być "pipą" niż osobnikiem, który kojarzy się moim psom z przemocą. Dupa jest naszym najmłodszym psem, ale, miejmy nadzieję, nie ostatnim.

Cdn. jak pisano w komiksie "Kapitan Żbik", pewnie wtedy, gdy w naszym domu pojawi się nowy dog.
Kiedy, nie wiadomo, ale jest to pewne.

26.07.2010 Paweł Kucharczyk



» Nasze Psy w Mediach

Być Może FTOREK w magazynie dla mężczyzn ELLE MAN




» Artykuły Publikowane w Biuletynie Klubu Rasy



BEATA KUCHARCZYK, hodowla BYĆ MOŻE
ul. Izbicka 137, 04-986 Warszawa, POLSKA
tel.kom. +48.601.368.600
tel. +48.22.872.02.08
e-mail: byc_moze[at]poczta.onet.pl


© Copyright by Klaudia Karłowicz
Only for Beata Kucharczyk, Być Może FCI
® All Rights Reserved *2016-2017*